Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubić. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubić. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

PALCE

...


PALCE

            Po mamie to mam. Obserwuję dłonie. Szczególnie palce. Lubię patrzeć , jak coś trzymają , dotykają. Branie ciasteczka i niesienie do ust, zsypywanie popiołu na serwetkę, wycieranie plamy po kawie na stoliku. Albo dotykanie twarzy, pocieranie nosa, warg, zabawa włosami. Ręce tak dużo mówią.
            Od rąk zaczynam poznawanie człowieka. Śliczne, zadbane dłonie przyciągają. Patrzenie na nie sprawia przyjemność. Ładnie pomalowane paznokcie, niezbyt nachalne tipsy, zabawa nimi drugą ręką. To takie zmysłowe, przyjemne.
            Ale czasem dłonie są prostackie, byle jakie, niezadbane. Nie to żebym nie lubiła ich właściciela, ale nie mam zaufania. Muszę go nabrać. I tu nie chodzi o ręce spracowane, brudne, bo coś majstrujące, ale takie niemyte , z nieczyszczonymi paznokciami z lenistwa.
            Ostatnio moja córka była na warsztatach z negocjacji i jedna z uczestniczek, piękna, elegancka młoda kobieta opowiadała jak rozmawiała w jakiejś ważnej sprawie służbowej z grupą mężczyzn. Miała długie, czerwone paznokcie. W ręku trzymała długopis. Gdy zaczynała mówić, poruszała tymi palcami  w górę i w dół po długopisie. Faceci siedzieli jak zahipnotyzowani. Załatwiła wszystko, co chciała.

8.06.2011r.

środa, 18 kwietnia 2012

TOREBKI

EWART


TOREBKI

 Ach, lubię, kocham , uwielbiam moje torebki. Mam ich pełne szafy.  Na pewno ponad pięćset. Zdobywam je, odnawiam, przyozdabiam. Zanoszę do mojego sklepu, ale potem zabieram , żeby nikt nie kupił. Nie potrafię się z nimi rozstać. Kupuję zapinki, zamki, podszewki. Naszywam koraliki, cekiny, dekupażuję. Boję się umieszczać je w Internecie tak jak sukienki, żeby ich nie stracić. Gdy zabieram się za renowację kolejnej, czuję jak zaczyna wydzielać mi się hormon szczęścia.
Bo one są stare, nawet przedwojenne, ale jak je leczę, stają się jak nowe. Moje ukochane torebki.

8.09.2011r.
(dżingiel M.A.)

niedziela, 19 lutego 2012

SPRZĄTAĆ

...


SPRZĄTAĆ 


Najbardziej lubię sprzątać. Oj, tak. I kiedy moja córka powiedziała, mamusiu już nie jedź do Polski, zostań z nami, to wcale nie rozpaczałam. Chociaż popłakałam się,  ale ze wzruszenia. Teraz codziennie odkurzam to ich wielgachne mieszkanie. Matko Boska, trzy siedemdziesiąt wysokości. Sto dwadzieścia metrów. Ale lubię. Jak potem wszystko lśni i oni wracają tacy zmęczeni po pracy, bo córcia jest lekarzem onkologiem a zięciu informatykiem. Tylko dzieci nie mają. Za to koty dwa i mojego psiulka, którego też pokochali.
Pokoje mają cztery. Sypialnia. Sprzątam ją gruntownie co trzy dni i mówię, żeby tam nie wpuszczali zwierzaków, bo te narzuty takie delikatne, kosztowne.  Ze mną śpią, mogą. Koteczki i Maksio. Salon oczywiście. Bardzo elegancki, bardzo. Mój pokoik, malutki ale przytulny. To znaczy malutki, ale wysoki. I teraz, uwaga, pokój  personalny.  A w nim kotusie i psiulek. Zamykajcie, mówię, ten pokój, bo sierść się rozniesie po domu. Tam to jest sprzątania dopiero, Aż się odkurzacz zatyka.
Lubię sprzątać, ale mówię do zięciulka, Bogusiu, mam prośbę. Co mamusiu, czego sobie życzysz? Ty mi zięciuniu nie właź w butach do pokoju, bo tego piachu nanosisz mi tyle, że szlag mnie trafia. Oczywiście, mamusiu. No i patrz, nie wchodzi już. Tak im zależy, żebym była. Bo nie tylko sprzątam, ale i obiadki gotuję. Jaka to oszczędność dla nich, nie mówiąc o tym, że porządnie i smacznie jedzą  a nie w fast foodach.
Ale za moim mieszkaneczkiem w Olsztynie to bardzo tęsknię i teraz,  kiedy jadę do domu, to muszę najpierw popłakać troszkę, powzruszać się i nie chciałabym, żeby sąsiedzi się zaraz zbiegli, bo bez płaczu to trochę ciężko. Ta moja walizka taka ciężka, bo prezenty dla sąsiadów wiozę. Przemili ludzie, wszystkiego dopilnują, więc czuję się bezpiecznie, nie obawiam, że coś się stanie, chociaż nie było mnie trzy miesiące. Tylko niech nie przychodzą od razu, bo najpierw muszę popłakać, a potem posprzątać, bo przez trzy miesiące, nawet jak się nie mieszka, to nazbiera się tego kurzu…

27.10.2011r.

(wyśmiechuje GŁOSY Marta Andrzejczyk)