Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 marca 2017

PODWÓJNA SIŁA

...


PODWÓJNA SIŁA

Pani Iwona wyszła roześmiana z próby. Świat potrafi być piękny! Emilia dogoniła ją i chwyciła pod rękę. Reżyserka jest fantastyczna, wymyśliła, że obie będą grały tę samą postać. Dwie wyraźne cechy osobowości jednej wyrazistej postaci. Czasem wykonywały gest identyczny jak w lustrze, czasem na przekór. Niesamowita zabawa. A wszystko ma być o domu, takim idealnym, prawdziwym rodzinnym. Tylko że to gra pozorów, bo pod elegancką powłoką kryją się demony.  Jeszcze teraz szły po ulicy i żartowały naśladując swoje ruchy.
Nagle Emilia przystanęła, popatrzyła w oczy Iwonie i powiedziała z powagą:
− Wczoraj mój Jerzy się upił, ubliżył mi, a ja wezwałam policję i poprosiłam o założenie niebieskiej karty.
Iwona patrzyła na nią oniemiała. Takie wspaniałe małżeństwo. Pan Jerzy zawsze elegancki, uprzejmy. I oni uważani za najdoskonalszy związek we wsi.
− Jak to niebieską kartę? Ty? Wy? Niebieską? Może to przypadek, każdemu może się zdarzyć. W najlepszej rodzinie.
− To nie tak, kochana. − Emilia ruszyła przed siebie pewnym krokiem.− Te pijane wyskoki zdarzyły się już mojemu ukochanemu Jureczkowi któryś  raz. Cudownym był mężem i dobrym człowiekiem. Nie wiem, co mu się stało. Może andropauza, może poczucie tego, że nie do końca się wyraził, że zabrakło mu energii na spełnienie wszystkich marzeń. Nie wiem, ja na pewno nie jestem niczemu winna. Zawsze go wspierałam we wszystkim. Tak jak i on mnie. Teraz przyszedł kryzys i chlanie. Ale to nie znaczy, że ja mam być tego ofiarą. To moje mądre córki uświadomiły mi, że nie wolno ulegać. Karolinka pierwsza wezwała policję. Potem ja już się nauczyłam. Teraz mam niebieską kartę.
− Nie boisz się?! − krzyknęła zaskoczona Iwona − Nie boisz się, że się będzie mścił, że cię pobije za to wszystko?
− Coś ty, dziewczyno, to on się teraz boi. Skurczył się, przestraszył. Rano mnie przeprosił. Poczuł moją siłę. Moją siłę. Cudownie to powiedzieć sobie: moja siła. Kiedy razem gramy naszą bohaterkę biorę także od ciebie siłę, wiesz? Korzystam z tej naszej podwójności. – Patrzyła teraz na Iwonę uważnie, jakby chciała jej przekazać jeszcze jakąś myśl, której nie mogła wypowiedzieć.
Bo Iwona nie zdawała sobie sprawy, że jej tak skrupulatnie chowana tajemnica o alkoholizmie i wulgarnej agresywności męża znana jest całej wsi. Teraz szła zamyślona do domu, tak mocno zadumana, że nie czuła zwykłego w takich razach lęku, kiedy wracała późnym wieczorem.
Z trudem otworzyła drzwi. On leżał rozwalony w przedpokoju na podłodze.
− Gdzie się, kurwa, szlajasz, dziwko jedna. Kolacja nie zrobiona. Głodny jestem.
Kopnęła go z całej siły w plecy:
− Spadaj stąd bydlaku, bo zaraz wezwę policję i założymy niebieską kartę. W końcu znajdziesz się w więzieniu, tam, gdzie twoje miejsce!
Krzyknęła. Krzyknęła jak nigdy w życiu. Poczuła radość. Poczuła siłę. Podwójną. On popatrzył przerażony. Coś chciał jeszcze powiedzieć. Zaśmiała się ironicznie. Skurczył się. Poszła do kuchni zrobić sobie kolację. Tylko sobie.

24.05.2015r.


środa, 8 czerwca 2016

WIZYTA

...

WIZYTA

Tęskniłam za nimi od dłuższego czasu. Ale jednocześnie obawiałam się, że gdy przyjdę, natknę się na ich ból, odchodzenie. Więc ciągle coś mi przeszkadzało wybrać się do nich. Ale teraz byłam blisko i zaszłam.
            Trzy miesiące niewidzenia, a tacy zmienieni. Ona słabiutka, z sińcami pod oczami, drżąca. On blady. Starzec. Co zostało z ich niedawnego jeszcze piękna? Uśmiechy, życzliwość.
            Ciasto na stole. Ona go po rękach uderza.
            ─ Jak ty lejesz tę herbatę, nie widzisz, że ci się ręce trzęsą. Nie bierz się za to, czego nie umiesz.
            Nigdy nie widziałam jej takiej rozzłoszczonej. On spokojny, nie reaguje. Patrzy łakomie na ciasto, które kupił, gdy zadzwoniłam, że zaraz przyjdę. Na szczęście prawie nie słyszy. Nawet w aparacie.
            Ona zamyśla się, patrzy gdzieś w głąb siebie:
            ─ Po tym ostatnim zawale, jeszcze mniej śpię. Ale nie martwię się tym. Przypominają i się obrazy z dzieciństwa. Tak wyraźnie, jakbym oglądała fotografie. Albo film. Nawet zapachy. Zapach piwnicy u mojej babci. Słoiki na półkach. Każdy osobno. Wyraźnie. Ustawienie, kolory. Nie wiedziałam, że tak można pamiętać. Otwierają się szufladki, przez lata, dziesięciolecia pozamykane. Szkoda, że tak daleko jesteśmy od dzieci I wnuków. Oni nic nie wiedzą o naszym życiu. Chciałabym im to opowiedzieć. O dzieciństwie,  o tej strasznej wojnie.
            ─ A teraz to dziwne rzeczy porobiły się z tym Kościołem.─ Nagła zmiana tematu. To on zatopiony we własnych myślach.─ Kiedyś się nie zastanawiałem, jest Bóg, nie ma. Po prostu wypełniałem rytuały, chodziłem do kościoła. A teraz moja noga już tam nie stanie. Jak to zrobić, żeby ominąć to wszystko, jak się umrze? Żeby żadnego księdza, broń Boże, nie było na moim pogrzebie.
            ─ Na moim też ─ ona szybciutko dodaje.
            ─ A pamiętacie ─ jego nagły wybuch śmiechu ─ jak w tym filmie „Poznaj moich rodziców” ten zięć potrącił niechcący stojącą na kominku urnę i konsternacja: Babcia się rozsypała!
            Teraz ona:
            ─ Nie trzeba się martwić. W takim popiele nie ma bakterii, nie ma już ciała człowieka. Popiół jest czysty przecież. Powinni nas spalić i wysłać do synów, do Kanady.
I zaraz on:
            ─ Wsypią nas do oceanu i z głowy. Tak byłoby najlepiej.
            Potem jeszcze o Bogu pogadaliśmy. Trochę się uśmiechałam w duchu. Moja mama, ich przyjaciółka z młodości, pod koniec życia zrobiła się taka religijna, gdy mnie wychowywała daleko od kościoła, oni do kościoła chodzili, a teraz ateiści jak się patrzy.
Żegnamy się czule, ja już  z tęsknotą i wyrzutami sumienia, bo wiem, że nie będę tu zbyt często. Oni ze zrozumieniem, że nie mam tyle czasu dla nich.
Moi kochani, bądźcie jak najdłużej.

5.12.2013r.
  

czwartek, 24 lipca 2014

PRZYJACIÓŁKA

PRZYJACIÓŁKA 


PRZYJACIÓŁKA


Monika poszła się przebrać. Żeby się rozebrać. Ania poprosiła ją w końcu o to. Znały się już pół roku i tyle godzin przegadały. Ania nie miała nigdy takiej cudownej przyjaciółki właśnie jak Monika. Ta rozumiała wszystko. I to że się wtedy tak głupio upiła i chciała od razu z Januszem i Frankiem na przemian. Żeby ten ją pieścił, a tamten kochał. A potem poranny wstyd i te kretyńskie zaczepki, gdy siedziała  na kasie. Podli się okazali strasznie. Aż się popłakała. Wtedy Monika się znalazła i powiedziała tym grubym głosem: Czy panowie czegoś sobie życzą od tej pani, bo jak nie, to proszę się stąd zabierać, bo przeszkadzacie w pracy i tamujecie kolejkę. Kolejki żadnej nie było, tylko oni. Uratowała ją. Nie mogła się nadziwić, że się odważyła. Bo zwykle jest tak delikatna i na facetów raczej reaguje uległością.
Rozumiała wszystko. Jak Jarek ją rzucił i powiedział: Nie będę się kładł więcej na ten twój sflaczały brzuch, to głaskała ją, przytulała i mówiła: To ten kutas jest sflaczały, nie może już, to tak gada. Znajdziemy ci sto razy lepszego. Boże, tak mówiła, naprawdę. Chociaż sama marzy o byle jakim, byleby był.
Zaśmiała się, ona jest naprawdę cudowna. Potrafi godzinami robić jej makijaż, manicure, farbować włosy i podcinać. Mówi: Uwielbiam ci to robić. Sama robiłam makijaż sobie od dziesiątego roku życia. Jak nikogo nie było w domu, to przebierałam się w ciuszki starszej siostry, malowałam, robiłam pokazy mody. Wszystko umiem. A jak będzie ci naprawdę źle, to nawet cię wyliżę, chociaż nie jestem lesbijką.
Nie ma drugiej takiej na świecie. Ma przynajmniej przyjaciółkę. W tym życiu to jej się naprawdę nie układa. Ojciec się dobierał, jak tylko zaczęły jej rosnąć piersi, matka pijaczka od zawsze wrzeszczała: ty dziwko. Faceci rzucali, jak się nacieszyli jej ciałem. Koleżanki zazdrościły powodzenia i zawsze trafiała na wredne plotkary. Tylko ta Monika. Szkoda, że nie jest prawdziwym chłopakiem. Ale z drugiej strony, jakby była, to dawno by ją rzuciła. A tak kocha ją i się opiekuje. I teraz powiedziała, że zrobi jej prawdziwy striptiz, bo w tym jest najlepsza.

Wszedł wysoki mężczyzna w peruce, w wąskiej, złotej sukience, na wysokich szpilkach, z mocnym makijażem. Włączył Je t’aime   i wyginając się prowokująco, zaczął się rozbierać.
Niezła w tym jest, pomyślała zapatrzona w niego Ania. Może i dobrze, że jest transwestytą, bo mimo wszystko jest w niej także coś z mężczyzny.

14.07.2014r.

sobota, 5 października 2013

JAK MURZYNKA

,,,


JAK MURZYNKA

Gdy byłam na praktyce pedagogicznej na koloniach po pierwszym roku studiów poznałam Ewę. Ona była po drugim roku polonistyki. Również była wychowawczynią. Od razu  się polubiłyśmy. Pięknie opowiadała, gadałyśmy wtedy bez końca o literaturze, filmie, poezji. Byłam nią zafascynowana. Piękna, śniada, zmysłowa. Trochę pulchna, ale przy tym ponętna. Chciałam jej ciągle dotykać, przytulać się. Na początku nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje. Ciągle się o siebie ocierałyśmy. Aż kiedyś bardzo zabolał mnie bark. Nie mogłam podnieść ręki. Wtedy Ewa zadeklarowała, że pomasuje mi bolące miejsce . Gdy zaczęła masować , poczułam tak cudowną, słodką przyjemność, taką rozkosz, aż myślałam, że się popłaczę. Przeraziłam się tych doznań. Ona  chyba poczuła to co ja, bo masowała mnie coraz intensywniej i z coraz większą przyjemnością.
Potem już jednak zaczęłam jej unikać. Szczególnie wtedy, gdy  raz znalazłyśmy się w jednym pokoju, a ona zamknęła drzwi na klucz i popatrzyła tak intensywnie na mnie. Wymknęłam się i nigdy  już do niej nie zbliżyłam. Bałam się tego, co czułam, że stanie się coś nieprzewidzianego.  Wtedy byłam jeszcze dziewicą, nie byłam pewna tego , jaka jestem, a te doznania były tak silne...
Po latach dowiedziałam się, że wyszła za mąż, ma dwoje dzieci. Teraz wspominam to z rozczuleniem, z wielką sympatią do niej. Czasem z cichą tęsknotą.
Była taka śliczna, zmysłowa, śniada. Jak Murzynka.