niedziela, 9 września 2012

WOLELI

...

WOLELI

            - Dzień dobry, przyglądam się, jak pan precyzyjnie dokładnie, co do centymetra zrywa te trawki. Tak ładnie to wygląda. To dla jakiegoś zwierzątka? Królika, świnki morskiej?
- Nie, kotki. Ona zjada takie trawki. Przyjdę, to od razu zje, całą garść.
- Rzeczywiście, taka mocna, ostra trawa. Ja dla mojej kotki hoduję papirus. Podobny do niej. Może też trochę zerwę. A w jakim wieku pana kotka?
- Już trzynaście lat ma.
- No, rzeczywiście, to staruszka.
- Przybłęda. Z podwórka ją wziąłem, taką małą znajdę.  Lubię koty. Potem takim dużym, czarnym się opiekowałem, ale ona nie dopuściłaby, żeby był w domu, więc zrobiłem mu posłanie w piwnicy, ale go otruli. Cały zesztywniał, nie dało się go odratować.
- Jak to otruli, może zjadł trutkę na szczury.
- Gdzie tam. Tamtej trutki to nawet szczury nie jedzą, kot tym bardziej by nie wziął.
- Myśli pan, że ludzie otruli, to straszne.
- Nie pamięta pani, ile było na naszym osiedlu kotów? Mnóstwo. Wiem, bo dokarmiałem. Teraz nie ma w ogóle. Powytruwali. Nie zauważyli, że koty polują na szczury. A teraz nie ma kotów, jest za to plaga szczurów.
- Woleli szczury…


sobota, 1 września 2012

INTERNET

rys. Elwira Iwaszczyszyn






INTERNET

             Do tej pory myślałam, że tylko alkohol i papierosy, ale już wiem, że nałogi dotyczą bardzo wielu dziedzin. Teraz moim nałogiem jest Internet. Nie wyobrażam sobie  już życia bez niego. Rano, proszę ciebie, wstaję, kawka, papierosek i necik. Najpierw wszystkie skrzynki mailowe, bo zrobiłam sobie więcej. Sprzedaję sklep i działkę, to musiałam, bo przecież nie będę byle komu z nazwiskiem. Więc sprawdzam, czy się ktoś zgłosił na ogłoszenie, potem czytam liściki od przyjaciółek i dzieci. Patrzę, czy facet, który aktualnie mnie zajmuje, coś napisał. I dla pociechy, bo najczęściej  nie, wskakuję na portal randkowy, sprawdzam horoskopy, trochę czytam wskazówek na dobre i obfite w pieniądze, i szczęście w miłości życie. A potem fejsbuk. Patrzę, co kto gdzie i komu, coś polajkuję, coś skrytykuję i przelecą trzy godzinki, a ja bez śniadania i pościelonego łóżka muszę już zasuwać do pracy i pędzę na łeb na szyję, ale laptop biorę ze sobą, bo są chwilki zastoju, wtedy szybko do netu dla odprężenia, podniecenia i ciekawszego życia.


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

SKRZYPCE

rys.Małgorzata Wojtkowiak


SKRZYPCE

Tak walczyłam o tę Szkołę Muzyczną. Strasznie walczyłam. Skończyłam podstawową. Ale ile mnie to kosztowało. Oczywiście chodzi o dojazdy. Całe życie dojeżdżałam. Ale teraz to luksus w porównaniu z latami sześćdziesiątymi. Szczególnie, gdy syn czasem podrzuci samochodem. Wtedy na autobus rzadko można było liczyć. Taka malusieńka dziewczynka z tym bezcennym futerałem ze skrzypcami. Pamiętam jak wystawałam na deszczu i chłodzie na przystanku na Partyzantów koło posterunku milicji. Czekałam w tłumie w tym cienkim płaszczyku, zmarznięta. Chowałam w ramionach skrzypce, aby nikt ich nie uszkodził. Bałam się, że ktoś mnie przewróci i się połamią. W końcu tłum mnie odpychał i nie mogłam już wejść do autobusu. Zostawałam na kolejne dwie godziny, do następnego. Albo biegłam na dworzec i w nieskończoność czekałam na pociąg do Stawigudy, w zimnej poczekalni. Dojazdy, dojazdy, dojazdy. Pamiętam, jak, szczęśliwa, kiedyś dobiegłam do niemal pustego autobusu PKS-u, a kierowca wypchnął mnie z krzykiem: „Tylko miesięczne”. Aż się przewróciłam na pobocze.  Kto zwracał uwagę na małą wiejską dziewczynkę ze skrzypcami.
Uwielbiałam grać. Choć potem, gdy byłam trochę starsza, męczyły mnie ćwiczenia ciągle tego samego. Szukałam innych nut, albo improwizowałam. Dlatego musiałam powtarzać szóstą klasę, tak się zaniedbałam w tych ćwiczeniach. Gdy byłam w piątej  rodzice załatwili mi stancję. Nie wytrzymałam długo. Umierałam z samotności i tęsknoty. Obiad w stołówce, dwie szkoły i odrabianie lekcji. Gdy jedna z sublokatorek się powiesiła, powróciłam do domu i dojazdów. Bałam się.
             Ale nie wytrzymałam tego dłużej. Nie miałam już siły na średnią szkołę. Bardzo rozpaczałam. Schowałam moje skrzypce, żeby na nie nie patrzeć. Taki wielki żal. Teraz już tak tego nie przeżywam. Dostałam ostatnio koncerty skrzypcowe Czajkowskiego. Co za rozkosz. Nie ma piękniejszej muzyki od skrzypcowej.