wtorek, 6 grudnia 2011

POWIEDZIAŁEŚ



 POWIEDZIAŁEŚ

-Powiedziałeś o mnie, że jestem twoją koleżanką! To będę. Tylko koleżanką. A ty kolegą. Nikim więcej.
-To chyba lepiej brzmi niż partner, albo konkubent.
-I jeszcze powiedziałeś, żebym cię nie całowała koło twojej pracy, bo panie sekretarki przestają być takie miłe dla ciebie.
-Żartowałem, żartowałem!
-No to koniec z całowaniem. Jesteśmy kolegami.
-Żartowałem….
- A dzisiaj dzwonię do niego, a on : cześć, Ola!
-Ja podniosłem słuchawkę i weszła Ola, to ja do niej cześć, po prostu.
- Zawsze znajdujesz jakieś wytłumaczenie. A Monika?
- Jaka Monika ? Boże!!!
- No szliśmy razem, a ty nagle, o Monika.
- No bo szła.
- Ale jak idziesz ze mną, to mógłbyś zwracać na mnie uwagę, a nie na jakieś inne obce kobiety.
- No przecież zwracam. Tylko na ciebie.
- Chodź ze mną, muszę ci coś pokazać. Zaraz przyjdziemy...
-Przepraszam, że tak długo byliśmy, ale musieliśmy się pocałować.

CZEKAM

fot.Waldemar Wojnar

CZEKAM

Cały wrzesień płakałam i byłam bardzo nieszczęśliwa. Ale teraz już nie. Teraz czekam na nowego chłopaka. Chociaż czasem myślę, że jeszcze nie wszystko stracone. Jak przeglądam nasze rozmowy na gadu- gadu. Są takie świetne. Rozmawialiśmy przecież o tylu fajnych sprawach. Nie mogę czasem uwierzyć, że to się skończyło.
Powiedział, że kobiety dzielą się na anioły, czarownice i demony. I że ja jestem czarownicą. Gdy spoglądam na niego, nogi się pod nim uginają i poszedłby za mną wszędzie. Że roztaczam tak niewiarygodny czar, że natychmiast jest gotów zrobić wszystko , co  powiem. Zaczęło się między nami cudownie. Byliśmy sobą oczarowani, zachwyceni. Od pierwszej chwili mówił, że mnie kocha, że jestem najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widział. Nie odstępował mnie na krok. A jak rozchodziliśmy się do domów, natychmiast siadał do gadu gadu.
Zerwałam dla niego z Kamilem. A przecież z tamtym chodziłam dwa lata. Byłam pewna, że to właśnie on będzie moim mężem. Wiedziałam, że mnie kocha, choć nigdy tego nie powiedział. Nie , powiedział, jak oznajmiłam , że odchodzę. Widziałam także łzy w jego oczach. Przykro mi, że cierpi. Nie chcę, żeby się przeze mnie smucił. Byliśmy przecież dwa lata ze sobą. Myślę teraz, że gdyby rok temu powiedział, że  chce się ze mną ożenić, natychmiast bym za niego wyszła. Bo w gruncie rzeczy najważniejsze dla mnie jest zostanie mężatką i urodzenie dzieci. Trojga najlepiej. Pewnie, że będę najlepszą matką.
            Ale jak myślę o Kamilu i o tym, że teraz siedzielibyśmy razem przed telewizorem, to mną wstrząsa. O nie, nigdy.
Mój ukochany powinien być wysokim brunetem i lubić chodzić do teatru. Kamil nigdy ze mną nie był. Raz poszedł do kina. Od razu się pokłóciliśmy. Kompletnie się na niczym nie zna. Może na zarabianiu pieniędzy. Ale to za mało, żeby spędzić z nim życie. Arek był cudowny. Uroczy i zabawny. Widać było po nim, co czuje. Ma taką wrażliwą, wyrazistą twarz. Gra na gitarze i klarnecie.
I pomyśleć, że drażniło mnie, jak osacza mnie swoją miłością.
Gdy pojechaliśmy z wycieczką studencką do Bułgarii, powiedział prawdę. Boże, wszyscy tam pili. Do nieprzytomności. Mnie też upili. Wtedy dowiedziałam się, co opowiada na prawo i lewo. Mówił, że ma dziewczynę, a ja to tylko na dostawkę. Ale się wściekłam. Powiedziałam, że jest durnym głupkiem i zrobił ze mną dokładnie to, co jego poprzednia dziewczyna, która kręciła z dwoma chłopakami naraz. Widać było, że zrobiło to na nim wrażenie. A jednak nie zaprzeczył. Czasem się odzywa na gadu- gadu. Fajnie nam się gada. Ale ciągle jest z tamtą dziewczyną.
Chyba nie będę o to walczyć. Poczekam na innego chłopaka. Takiego, który naprawdę będzie mnie kochał, tylko mnie, bez żadnych dodatkowych dziewczyn na boku. No i musi chodzić ze mną do teatru.

Dżingiel: Marta Andrzejczyk

CHYBA TY


Chyba ty

Mówię wam, jak za mną ostatnio chodził dowcip, o którym wiedziałam, że śmieszny, że przerobiłam go na żeński i że opowiedział mi go pewien Rafał. A tu nic, okazja wesoła za okazją, a ja nie mogę go sobie przypomnieć. Już od dobrych kilku dni. No i co się dzieje? Szybciusieńko podbiega do mnie synchronia, żeby przypomnieć.
Kasety porządkuję stare. Co ja z nimi zrobię? Nikt ich nie weźmie, nie słucham od dawna, wyrzucić szkoda, jak nie wiem. Porządkuję, segreguję upycham, niektóre podsłuchuję po kawałku. A ta, jaka świetna. Zanotowana moja rozmowa telefoniczna z Ewą. Ona jest tak dowcipna i błyskotliwa. Z niej książeczki swoje rysuję namiętnie, ale ile mi umyka! Więc raz zaczęłam nagrywać. Nasz kabaret po pięćdziesiątce. I dowcip jej opowiadam. W dwóch wersjach. No i jaki? Oczywiście ten od Rafała. Ale w mojej przeróbce wam dam. (Vam Dam)

Rozmawiają dwie kumpelki:
- Kochana, a dlaczego twój mąż się wyprowadził?
- No wiesz, sama się dziwię! Z powodu takiego głupstwa!
- Jakiego?
- Powiedziałam do niego „Chyba ty”.
- Jak to, dlatego że powiedziałaś „Chyba ty” wyprowadził się?
- No, mówi do mnie, chodź się pokochamy, nie kochaliśmy się ze dwa lata. A ja na to: „Chyba ty”.

I już. Dziękuję ci synchronio.